uciec ukryć się
styczeń 24, 2009
za oknem jasno jest noc
za zasłoną siedzi szatan kiwa na mnie palcem
ma gładką twarz drewnianą jak jezus boleściwyza oknem szaro jest wiosnazimalatojesień
w nieregularnych przebłyskach
jest koronka zielonych zeschłych liści
drgasz drgasz widzę cię w wilgotnym powietrzu
wisisz na krawędzi dachówek
tłuczesz piórami przestrzeń pada śniegza czerwoną zasłoną siedzi szatan
rozciera skostniałe dłonie dziwny dźwięk takie szszsz
jego wzrok odbija się od szyby
skaczą iskryza oknem puchnie warstwa puchu miękko i ciepło
falujesz lina skrzypi
skrzypi wiatr skrzypią drzewa skrzypię ja
też na skraju podobna tobie
obejmę cię wisisz tak blisko
będę miła pocieszę…
szatanie szatanie co siedzisz na drodze
wtop się w podłogę, powstałam, odchodzęszatanie drewniany tak dobry mój miły
nie twoje są dłonie co mnie odmieniłynie twój jest zapach ciepłej zorzy poranka
nie twoje włosy włos skręcony barankato on, skrzydlaty co pióra na wietrze trwoni
pobiegnę boso po śniegu kto z was mnie dogoni?…
nocy tak jasna jak przestrzeń nade mną
dlaczego gdzie pójdę zamierasz-ciemno, jak ciemno
Ciekawe czasy
styczeń 22, 2008
Od jakiegoś czasu elegancko zapierniczam, na razie jestem 4 noce w plecy, ale dziś będę SPAĆ. Jeszcze z jakieś 5 stron do napisania mi zostało w tym cholernym beznadziejnym stanie badań ( nie znoszę takiej absolutnie odtwórczej pisaniny). Zbieram zaliczenia, jutro trza się udać po kolejne wpisy i by wyrecytować magistrowi od angielskiego jakiś artykuł po hangielsku oczywiście.
Jestem zmęczona jak diabli, a zmęczenie narasta gdy pomyślę, że od czwartku do gry wchodzi… SESJA. Z historii filozofii nastawiłam się na poprawkę (termin jest, a co ) bo na głowie miałam te prace zaliczeniowe (jedna jeszcze jest) i wykucie stadardowego programu nauczania historii filozofii + filozofia polska (szacowna pani profesor ma hopla na tym punkcie) niestety zdało się ponad moje siły. Wkurzam się, bo pomimo, że jednak zdarzało mi się produkować na zajęciach z filozofii, mam 3+. Ten plus to kpina jawna.
Dziś odbębniłam referat-prezentację , oczywiście zżarły mnie nerwy, ale chyba nie było tragicznie, 4+. Plusy mnie przesladują, ale w tej kwestii moja wielka wina bo gapa ze mnie i zapomniałam o jednym aspekcie interpretacji. A myślałam o tym, szlag, i z głowy wypadło.
I cholera mnie zaraz weźmie, bo okno notatki w Operze się rozjeżdża, w FF w ogóle nie pokazuje, jeszcze się na explorera przerzucę i zobaczycie, koniec świata nastąpi albowiem to znak będzie ostateczny!
I tęsknię przeraźliwie a to nie moment, nie czas na takie zabawy. Powinnam się skupić na egzaminach a nie bujać w chmurach i wpierniczać niebieskie migdały.
Kupiłam sobie z avonu jogurt do ciała malinowy który pachnie truskawkami. Grau. Niby drobiazg, a w zły nastrój wprawić potrafi. Chociaz faktycznie to zła nie jestem, tylko padnięta, rozżalona, ale nie zła. Rozmarzenie mnie owija miękką różową mgiełką i tęsknię tęsknię tęsknię, ale doła czy czegokolwiek dołopodobnego nie doświadczam.
Odniosłam wrażenie że większość moich znajomych to powinna zatrudnienia poszukać w jakimkolwiek zawodzie z branży informacyjno-jakiejśtam. Z takimi predyspozycjami z miejsca robotę dostaną. I tak kochani, ci o których piszę dobrze o tym wiedzą(;
Perfumy mi się skończyły, a muszę wybulic kasę na kolejny rok domeny. Moooojaaaa kieeeeeszeeeeeń…. Ból porażający ją przeszywa. A jeszcze bardziej porażajacy przeszyje mnie, jak będę musiała sie obywać bez mojego umiłowanego zapachu.
Krótkie ogłoszenie – tak, jestem trzeźwa(; Aczkolwiek parę zarwanych nocek w połączeniu z tęsknotą tworzy mieszankę piorunująco-euforyczną. Ciekawe czasy, cholera. To wszystko chyba przyczaiło się gdzieś i czekało na dogodny moment by bandą wyskoczyć zza węgła i mi przywalić na raz. Nie wiem gdzie twarz zwrócić, za co się wziąć, nad czym popracować, o czym myśleć i czym się przejąć. Chociaż może przejmowanie się nie jest dobrym pomysłem. Anyway, jestem tak dumna że nie wiem gdzie ta duma się kończy a gdzie zaczyna nieśmiałość.
Taaaak, i kocham wszystkich:* To tylko przez moment, więc korzystać póki czas, niecnoty
What have I become, my sweetest friend…
gorzko. spadam w cholerę
lipiec 23, 2007
„Cesarz”
Nie jestem jednym z promieni w twojej aureoli
strąciłeś mnie z wysokości w bezkresy
za brak blasku w szczelinach twarzy
strąciłeś chociaż jutro czeka na mnie
a właściwie czekało do ostatniej chwili
teraz jestem kamieniem a burza obok
gdy spadam pieni się dookoła mych palców
rozczapierzonych chwytających okrawki powietrza
nie ty stworzysz mnie na nowo
w twojej mocy jedynie kolejne sny
widziadła i brak oddechu w płucach
wypełnionych spadaniem
w twojej mocy jedynie kolejna noc
jakbyś nie mógł znieść jasności jaśniejszej niż twojaz porankiem
znikasz
bittersweet
lipiec 21, 2007
“half-bitterness we know we know half-sweetness”
Odrobinę słodko-gorzko mi. Nie dostałam się do Warszawy. Będę studiować w Lublinie, na UMCSie. Kulturoznawstwo. Praktycznie nie znam tego miasta, żywię pewne obawy. Ale z drugiej strony, w końcu się wyniosę z domu. Stancję już w praktyce mam, opłaciło się rozejrzeć wcześniej. Jakieś 15 minut marszem do uczelni, w linii prostej.
Nie ukrywam. Wolałabym iść do Warszawy na UW. Jest bliżej, o wiele lepszy dojazd. Chcę zwiać z “domu”, ale na tyle, na ile miałabym w razie czego nie tak strasznie daleką (i drogą) trasę do przebycia. Taka swoista asekuracja.
Ciekawe, jakich ludzi będę miała na roku. Mam nadzieję, że ciekawych. Zresztą, to chyba na tyle specyficzny kierunek, że nie ma obaw by trafił tu ktoś nudny.
Tak, teraz to ja nudzę. Nic nie poradzę, już od dłuższego czasu nie potrafię pisać. Niedawno przegapiłam iskierkę “weny”, kilka wersów, które “same” ułożyły mi się w głowie. A ja głupia nie zapisałam. I zapomniane. Brakuje mi tej iskry, tych małych przebłysków. Można powiedzieć, że gwiazdy znowu śmieją mi się prosto w twarz.
Zdycham przez te cholerne upały. Nie wychylam nosa z domu, chyba że już NAPRAWDĘ muszę. W środę trzeba było jechać do Lublina, zawieźć papiery na UMCS i obejrzeć stancje – rany, jaki skwar. Na domiar złego z trzy razy bym się zgubiła. Nie ma co, ładny początek.
Acha. Wiersze na dziś. “The half moon” Christiny Rossetti i “Do Bittersweet” Bertolda Brechta.
Tak. Właśnie.
Piękny weekend
marzec 25, 2007
TAk, mamy piękny weekend, sukcesy w sporcie, pogoda jak marzenie…
A ja się czuję źle jak cholera i nie mam na NIC czasu.
Notka będzie. Niedługo.
No dobra. Światła, muzyka, akcja!
listopad 26, 2006
I jestem. Oficjalnie stwierdzam: jeszcze nie wiem, czy na stałe. Przywiązałam się do mojego starego bloga i ciężko mi się z nim rozstać. No i archiwum. Należę do “pamięciowych chomików”, i nie chciałabym go stracić za żadne skarby. Broń Boże.
Wszystko co było, to było. Ale stanowi element mnie. To archiwum pokazuje jak bardzo się zmieniłam, tamten blog był ze mną od tylu lat. Ale może w końcu przyszedł czas na przerzucenie się na inną “platformę”. Obaczym. Muszę zarchiwizować archiwum(;
Cóż. ‘bry.