Wieści z frontu
Wrzesień 21, 2007
Mam toshibkę. Jest śliczna cudowna i ogółem(;
Zastanawiam się jak ją nazwać(;
Nie wiem, czy to mój wymarzony laptop, bo obcowałam z nim do tej pory może z godzinkę. Poznam go lepiej i za jakiś czas powiem, czy to Ten Jedyny(; Jak na razie jedyne irytujące szczegóły wynikają z systemu operacyjnego. Każda wersja Windows ma swoje własne, zupełnie niezależne narowy… Ale da się żyć(; W sumie, chociaż wkurza to ciągłe pytanie o potwierdzenie wykonanej czynności, ale to przecież objaw troski o użytkownika – albo objaw przekonania że user jest idiotą i nie wie co robi(; I te kolory… Nie można ustawić niczego dającego po oczach – zmiękcza barwy do jakiś pastelowych odcieni. Czerwony wygląda jak jakiś cholerny róż. O czarnym nawet nie ma co gadać.
No i cholera netu nie mam, a nabytek zarejestrować trzeba…~~
Coraz bliżej
Wrzesień 20, 2007
W środę wyjeżdżam. Nie powiem, abym odrobinę się nie denerwowała.
Dziś (albo jutro, ale prawdopodobnie dziś) idę po tego cholernego laptopa. Wybrałam tą oto zgrabną toshibkę . Odrobinę przekroczyłam swoją “barierę cenową” ale co tam. mam nadzieję, że Vista nie będzie cięła zbyt mocno na 1gb ramu, bo w tym momencie raczej nie jestem w stanie dokupić dodatkowej kości. Jeszcze myszon i torba – i będzie komplet. TADAM!
Niestety, Intel Core Duo, bez “2″. Trudno. I tak zadowalający procek. Z Santa Rosy Fujitsu-Siemensa zrezygnowałam – podobno jakieś problemy potrafił robić. Zresztą, i tak nie mieli go na stanie w sklepie w mojej mieścinie, a na dowiezienie trzeba by czekać. W zasadzie – jedyny problem z toshibką (nie licząc ramu i, bądź co bądź, Visty) jest następujący – obudowa typu “broń Boże, nie dotykać”. Będę musiała chodzić ze ściereczką(;. No i klawiatura, taka “amigowo-staropecetowa”. Przecierpim.
Osiołkowi w żłoby dano
Sierpień 21, 2007
… w jednym owies w drugim siano…
Nie do końca. W moim przypadku tych “żłobów” jest w cholerę więcej. I nie, nie chodzi o to by się “dorwać do żłoba” – ja już jeden potencjalnie mam. Trzeba się tylko zdecydować na któryś konkretny. Fajnie byłoby obżerać się z kilku, w czym celuje większość polityków, ale niestety… Jestem tylko zwykłym szarym zjadaczem chleba.
O co idzie? Jak już wspominałam, szukam laptopa. W moim miasteczku trochę z tym kiepsko. To co jest w gazetkach, niekoniecznie można znaleźć w sklepach. Niestety, ale jestem ograniczona finansowo. 3000 zeta góra, może sto w to czy wewte. I nie mogę czekać, a zewsząd podnoszą pyszczki małe, włochate pogłoski – “na jesieni będą obniżki!”. Jak znam życie, teraz coś sobie kupię, a za miesiąc będę ciskała gromy na własną głowę, bo za tą samą cenę będą dostępne o wiele lepsze egzemplarze. Tzn egzemplarze laptopów, nie głów. Ale nie mogę czekać. Za miesiąc to ja już będę prawdopodobnie w Lublinie.
Jakie mam wymagania? Albo cholernie duże, albo małe. Zależy od punktu siedzenia. Maszynka ma mi pociągnąć photoshopa cs2, mieć minimum giga ramu (najlepiej na jednym slocie) z możliwością rozszerzenia, nagrywarka dvd i konkretna (tzn pozwalająca na grę w Neverwintera) karta graficzna. Procesor dwurdzeniowy. W końcu cholerstwo ma mi starczyć na całe studia, chyba że w międzyczasie wygram w totolotka/znajdę dobrze płatną pracę (niepotrzebne skreślić, ale to mniej więcej ten sam stopień prawdopodobieństwa). Żadne kamerki, pilociki i tym podobne duperele nie są mi potrzebne.
I, co równie ważne, ten komputer musi być estetyczny… Chodząc po sklepach nie mogłam uwierzyć własnym oczom – niektóre modele wyglądają jakby projektant się pochlał w trakcie roboty. Mon dieu, notebook HP – solidna firma. A klawiatura wygląda jak wycięta z amigi lub jakiegoś przedpotopowego peceta. Taka wypukła, brudnobiała. Gdzie indziej metaliczna wystająca szpanerska kamerka. Albo od groma cholernych naklejek (których naklejający też musiał być w stanie wskazującym – chyba że to tak specjalnie “asymetrycznie”). Brrr. Chyba jestem na tym punkcie przewrażliwiona – ale w końcu laptop to komputer OSOBISTY. Zwykły pecet może nie być zachwycający, może sobie stać – byleby dobrze działał. A notebooka noszę ze sobą, i szlag by mnie trafił, gdybym musiała cały czas spoglądać na jakieś brzydactwo.
Na samym początku zastanawiałam się nad tym egzemplarzem. I przyzwoity, i estetyczny. Tylko ten Vista Home Basic… Premium jeszcze bym przeżyła, chociaż w ogóle jestem do Visty nastawiona jak pies do jeża. Ale Basic? Toż to wersja idioten frendly, sorx, ale ja lubię mieć odrobinę większe możliwości konfiguracyjne. Ale wybór notebooków bez systemu jest maciumci, a tych z Vistą Premium – jeszcze mniejszy. I nie w tej kategorii cenowej, cholera.
Zastanawiałam się nad tym Acerem. I nad tym Asusem. Ten byłby fajny, gdyby nie obudowa. Sympatyczne są też “czarnoklawiaturowe” HaPeki: ów i ów. Ten również. A za serce ujął mnie dopiero TEN. To już jest konkretny procesor, i po pół roku może już nie będzie przestarzały. Ale tutaj cena odrobinę przewyższa limit – chociaż nie na tyle bym nie zdołała się ugadać z rodzicielką. Tylko ta Vista Basic…
Wcześniej wypatrzyłam jakieś ARISTO. Cenowo może i sympatycznie, ale firmy totalnie nie kojarzę. Co to za jedni? Podobno sprowadzają części do Polski, i dopiero na miejscu je składają. Nie mam zaufania, ktoś o nich w ogóle słyszał kiedyś? I tak sobie myślę, że jeśli komputer ma mi wystarczyć na dłuższy okres czasu, to chciałabym by był jak najmniej awaryjny (bo bezawaryjne nie istnieją). Chyba nie opłaca się brać czegoś od zupełnie niesprawdzonej firmy.
Jak widać, jestem cholernie niezdecydowana. Z wdzięcznością przyjmę każdą radę. Sama właściwie się nie wyznaję w tej dziedzinie. Co jest najważniejsze przy zakupie notebooka?
Odpicuj sobie iPoda
Sierpień 19, 2007
Nigdy nie byłam wielką fanką iPoda. I nigdy nie chciałam go mieć – normalna empetrójka z konkretną jakością dźwięku i konkretnymi słuchawkami zawsze mi wystarczała. I właściwie to nadal wystarczy.
Ale kiedy zobaczyłam TO…
Btw, to odrobinę chore, nie sądzicie? Zapałać chęcią posiadania iPoda z powodów wyłącznie estetycznych.
No cóż. Położę się na chwilę i mi przejdzie, ewentualnie wezmę zimny prysznic.