na przestrzeniach

wrzesień 17, 2009

szukam kotwicy w tej krainie ostrych szelestów
wypatruję skrzywionych cieni i czarnych świateł
w każdej nowej prawdzie – na przekór tym starym

za światem nie ma nocy, jest lśnienie ulic próżni
zwiniętych węży o spękanej asfaltem skórze
żaden wiatr nie wieje na przestrzał, agonia powietrza

opowiem ci o szarości, o ciszy znękanej szumem
o wielokrotnych odbiciach złamanego nieba
o pustce, czułej metalicznym dotykiem kajdan

opowiem ci o wierze – o słowie zimnym jak granit
własną baśń spod znaku potwora zza zasłony
o pasji lotu, która dumnie zniosła zdeptanie

poczuj chrzęst, usłysz wstrząs ziemi, gdy opada
kreśląc kręgi nieskończoności z każdym moim krokiem
jest wyrzutem. jestem wyrzutem mojego własnego sumienia

słuchasz mnie. pójdziesz za mną tą ścieżką – skrajem umysłu
zamkniesz oczy. zamknij oczy. zobacz lasy zesztywniałych ciał
zobacz migoczące pola, ty – wszyty srebrną nicią w miasta żywych

oślepniesz splątany blaskami przeklętych pól niebieskich
ja zamilknę wreszcie. zostaniesz w mroku, jak ja bezsilny
wpatrzony ślepo w oczy boga, który już nas nie poznaje