.i była zgroza nagłych cisz
maj 10, 2009
Mam bloga (blogi raczej, ale jeden aktywny więc tylko on się liczy), konta w nk, myspace, facebooku, netlogu, gronie i od cholery innych, których i tak nie używam a znajomych nie kolekcjonuję (to nie znaczki ani puszki po piwie), swojego blipa, twittera też od dobrej połowy roku, tylko że wynikły ostatnio pewne problemy natury technicznej i zaczynam się irytować (oj, BARDZO irytować), soup.io – takie małe niewiadomo co i po co, deviantart od wieków i nie na amen, last.fm – o, to jeszcze całkiem pożyteczne jest, ale już blip.fm o kant tyłka można sobie potłuc. Reszty nie pamiętam i nie mam ochoty sobie przypominać, bo nie widzę powodu.
I nic z tego nie wynika. Nie mam już zbytniej ochoty bazgrolić co tam u mnie, uploadować fotek, linkować do ciekawostek. Mój sposób korzystania z sieci jest strasznie płytki, i przeszkadza mi to, przeszkadza jak cholera. Generuję tylko szum informacyjny, nawet jeśli sama nie dotrzegam w tym sensu. Przez jakieś 3 tygodnia w okolicach świąt mój komputer był w serwisie – siłą rzeczy miałam mocno ograniczony dostęp do Sieci. Nie płakałam szczególnie. Pierwsze 2-3 dni nosiła mnie głównie obawa o komputer, co padło, co się stało, czy to nieodwracalne, co z danymi na dysku (nawiasem mówiąc nawaliła płyta główna, w serwisie wymienili, pogłaskali komputerek po klapie i odesłali). A Internet? 15-30 minut dziennie od biedy wystarczyło.
Nuży mnie ten cały bełkot o Web2.0 i 3.0 od czasu, gdy pisałam o tym stan badań. Pół roku temu poprawiłam pracą na zaliczenie, i jeeeezzzuuuu, nie dotknę się już do tego w przeciągu przynajmniej kilku najbliższych lat. Jak najszybciej muszę wykombinować temat na kolejną pracę, a później – jeszcze na licencjacką. Nie mam pojęcia. Zielonego. Za pasem sesja, egzaminów wystarczająca ilość aby nabawić się bólu głowy. Szukam jakiejś w miarę ciekawej oferty praktyk, znalazłam jedną do której się zapaliłam, a tu siupryza – trzeba byc przynajmniej na 3 roku. Acha. Fajnie.
Ogółem wszystko jest w porządku.
Czuję się bardzo zmęczona.
[tak na bezczela: Klik klik