raczej nic nowego

październik 10, 2008

Egzamin poprawkowy oczywiście zdałam, i studiuję sobie w najlepsze. Tyle że posiali moja kartę poprawkową w dziekanacie, musiałam biegać do SZ.P. Doktora i sama zadbać o wpis. Indeks i kartę egzaminacyjną oddałam już do dziekanatu, a z poprawkową nie mogę się dopchać. Ludzie teraz składają podania o stypendia – takich kolejek to już dawno nie widziałam. Mała zagwozdka, bo w sumie już najwyższy czas na oddanie tej karty.

Nowe mieszkanie jest w sumie w porządku, nowe współlokatorki również. Ale oczywiście nie może być idealnie – wszystkie sprzęty się ostatnio pierniczą. Pomijając juz fakt, że nie zamykają się drzwi i dwóch pokojach ( w tym w naszym), to: pierniczy się spłuczka w toalecie (na szczęście wiemy, jak to naprawiać na bieżąco), piekarnik (elektryczny) przy pierwszym uruchomieniu wywalił wszystkie korki w domu, a elektryka jak nie było tak ni ma. Odkurzacz, po powrocie z “naprawy”, dalej nie działa. A przedwczoraj poszła w cholerę uszczelka od “kolanka” pod zlewem. W trakcie zmywania naczyń. Nic, tylko było regaty robić na tej podłodze. Jakoś to zmontowałam, ale jak na razie – prowizorka. To był beznadziejny dzień, miałam ochotę wymordować całe swoje otoczenie. Od dłuższego czasu nie byłam tak zdenerwowana, na domiar złego, rozwaliłam sobie moje ukochane dżinsy. yay.

Na uczelni będzie trochę zapierniczania, jak na razie mam w planie z 3 dni “od rana do wieczora”. Odzwyczaiłam się, jest ciężko. Najgorzej z porannym wstawaniem. Zresztą, teraz jestem na kompie tylko dlatego, że źle się czuję i odpuściłam sobie wykład. Normalnie w piątki siedzę do późnego popołudnia na uniwerku.

Ogółem trochę pusto i dalej nie mogę niczego napisać.