Hej

sierpień 31, 2008

Czy znasz to uczucie, że oglądasz się za siebie i widzisz dymiące zgliszcza, z dopalającymi się jeszcze gdzieniegdzie kawałkami? Takie ciemne melodramatyczne pogorzelisko.

Patrzysz sobie na nie z dystansu i wzruszasz ramionami, bo nie moje bo inne bo daleko z tyłu i takie jest banalne, że nie może mieć nic wspólnego ze mną.

Tutaj powinnam zastosować jakiś chwyt retoryczny, ale chyba z tego zrezygnuję.

Nagle – tadaaam, lecą serpentyny, strzelają petardy i wyskakuje diabeł z pudełka – nagle te ruiny znajdują się niebezpiecznie blisko, otaczają cię, czujesz ten wirujący w gardle smród, dym wbija ci się w oczy. Hej, to moje. To ja. Znasz to uczucie, gdy wszystko czym gardziłeś, na co patrzyłeś z góry, czego się bałeś, co odsunąłeś pojawia się nagle przed tobą z szyderczym grymasem na twarzy. I trzyma w dłoni dość wymięty powitalny bukiet.

Narosło w tobie gdy ty gnuśniałeś. Ślepiec z którejś bajki, mamy ich od groma i ciut ciut. Kiedy byłam mała, uwielbiałam baśnie. Pochłaniałam je bez przerwy, aż stałam się postrachem bibliotekarek. Szukałam tych najmniej znanych (baśni oczywiście, nie bogu ducha winnych kobiet w okularach), zarówno podań ludowych jak i opowieści z dalekich stron. Ale nauka poszła w cholernie daleki i ciemny las. Dziecko urosło, nie pamięta już chyba żadnej baśni, właśnie wtedy, gdy są potrzebne.

Diabeł z pudełka. Diabeł. Jaka tkwi pod tym metafora chyba każdy rozumie. I nie, nie chodzi mi o takiego nadmiernie opalonego kolesia z rogami i zakręconym ogonkiem.

Mój diabełek, mój. Tyle, że wcale nie jest pocieszny. Wrósł we mnie tak mocno że nie odróżniam jego tkanek od pozostałych.
Wszystkie drobne niegodziwości. Kiedy to się stało.

Tylko dlaczego teraz tak pusto.

Teraz widzisz. Oczy masz rozwarte jak niebo w czasie burzy.

Jestem małym przyczajonym potworem, jednym z tak wielu. Żywimy się odłamkami dni i ludzi z których wyrastamy. Bawimy się słowami, bo tylko to nam tak naprawdę wychodzi, a i nie zawsze. Nawet nieczęsto. A może wcale. Jesteśmy obojętnością i lekceważeniem. Tchórzostwem i głupotą. Jesteśmy tym, co jest tak marne, że nie załapało się w poczet grzechów głównych.

Zawsze uważałam, że tychże powinno być osiem minimum. Z głupotą ponad pychą. Chociaż jedno z drugim się wiąże. Ale może jest dobrze jak jest, inaczej nie ostałaby się żadna nadzieja dla ludzkości.

Wiem już, że można upić się z czystej rozpaczy (nie czystą rozpaczą czy nawet czystą, tą świadomość miałam wcześniej). Nie zawsze warto dzielić świat na białe i czarne (dobrze, już się streszczam). Na taki luksus mogą pozwolić sobie tylko silni ludzie, a jak do tej pory żadnego nie spotkałam. W lustrze też nie zauważyłam. Może do tego potrzebne jest specjalne lustro, jak myślisz? Czy tylko “specjalne” oczy albo połączenia nerwowe?

To trochę boli, tak obejrzeć się i dostać Cudownego Kopniaka Oświecenia + 5.

Hej, jestem tutaj. Nie patrz na litery, one kłamią. Są patetyczne i nadęte, poukładałam je zresztą tak jak miałam ochotę. Patrz na mnie. Zobacz we mnie to co wysnuwa się z zakamarków bezsennych nocy, gdy zaczynasz myśleć. Świadomość, że zbyt wiele razy tego nie robiłeś.

Możesz powiedzieć o sobie, że zawsze robisz to co słuszne, że za każdym razem przemyślałeś sprawę, że nie działasz pod wpływem głupich impulsów, że nie odczuwasz zawiści, nie ponosi cię złość, nie poddajesz się nie moja wina nie moja wina nie moja bardzo niewielka wina?

Tak? Zazdroszczę. Ja nie.

Pomimo tych wszystkich splecionych przeze mnie, według mojej woli, mądrych lub głupich, słów – tak naprawdę wiem tylko to, że jest już piąta nad ranem i nie mogę zasnąć.