Właściwie to nic
czerwiec 18, 2008
Piszę sobie tylko ot tak, bo mam naprawdę paskudny humor.
Co do jutrzejszego egzaminu, jestem już nastawiona na wrzesień. Nic mi nie zostaje w głowie z tej nauki.
Denerwuje mnie, że znowu zostałam sama w mieszkaniu. Nienawidzę tego. Teraz mnie nosi od ściany do ściany od okna do drzwi. Denerwuje mnie, że jutro idę na uczelnię właściwie tylko dla picu. Denerwuje mnie, że muszę zanieść książki do biblioteki. Denerwuje mnie, że trzeba iść do pracy w wakacje, a nie mam żadnych porządnych perspektyw. Jeszcze bardziej mnie wpienia myśl, że miałabym znowu jeździć do tego cholernego technicoloru. Denerwuje mnie tej niewydarzony szczur, który akurat WŁAŚNIE TERAZ musi się psuć. Denerwuje mnie, że nie mogę znaleźć stancji na następny rok. Ogółem mnie wkurza, że muszę się stąd wyprowadzać. Denerwuje mnie konieczność spakowania tych wszystkich klamotów, a co za tym idzie, pójścia do jakiegoś sklepu po kartony.
Denerwuje mnie fanatyzm, “jawszystkonajlepiejwiedzizm”, olewactwo i pogarda. Wkurwia mnie lekceważenie. Hipokryzja i wycieranie sobie gęby hipokryzją innych. Generalizowanie. Denerwuje mnie moja niemożność i brak chęci do czegokolwiek, a już tym bardziej do klecenia wyrafinowanych epistoł . Denerwuje mnie zaślepienie, chwytanie się jednego schematu myślowego i wyłączanie reszty czynności mózgu. Bezkrytyczne przyjmowanie idei, piana na ustach tzw “neofitów”, tworzenie pięknych wywodów i argumentacji w oderwaniu od prozy życia i zwykłego zdrowego rozsądku.
Denerwuje mnie, że mam w sobie aż takie pokłady agresji. Że zwyczajnie wybucham kiedy ktoś nazwie mnie frajerem i idiotką – ale szlag, mam do tego święte i niezbywalne prawo. Trzeba liczyć się z konsekwencjami własnych słów.
A nade wszystko denerwuje mnie głupota i bezmyślność. Brak świadomości znaczenia tego, co się powiedziało. Uwieszenie się za frak nietykalnego guru i wtłaczanie całego świata w ramy jednej ideologii, przy jednoczesnym lekceważeniu tych, którzy myślą inaczej.
Mam gdzieś poglądy innych, w znaczeniu, że nie przeszkadzają mi one (dopóki są nieofensywne, oczywiście). Jestem z natury bardzo tolerancyjna, niech każdy wierzy sobie w co chce, nie moja sprawa. Wkurzam się dopiero, gdy ktoś deprecjonuje mój sposób widzenia świata. I wtedy przestaję nad sobą panować.
Amen, cholera.
Taka ciekawostka – podsumowanie 5 lat
czerwiec 10, 2008
Przepomniałam i niechcący ominęłam – 20 maja minęło 5 lat bloga Dinven. Ten na wordpressie traktuję jako naturalne przedłużenie owego na blog.pl .
Statystyk nie podaję, bo prowadzę je dopiero od dwóch lat.
Przydałoby się jakieś podsumowanie zmajstrować.
Ja – nie jestem już zakompleksioną uczennicą gimnazjum ze skłonnością do użalania się nad sobą (no, może troszeczkę). “Przemroczyłam już swój mroczny czas”, pomimo, że nadal mam stanowczo zbyt rozbudowaną wyobraźnię, to nie przekładam jej nad życie codzienne. Ot, nadmierne dołowanie się jest czymś, z czego się zazwyczaj wyrasta. Jeśli kogoś bawi czytanie mhocznych żalów nastolatek, to zapraszam do mojej starej “samotni”(;. Nie wstydzę się tamtych notatek – to już za mną, a próba przekłamania tego kim byłam, na swój sposób zaprzeczałaby mojej aktualnej tożsamości. Na przestrzeni czasowej maj 2003 – listopad 2006 – czerwiec 2008 zmieniłam się niesamowicie. Gdybym spotkała jakimś cudem tą dawną “mnie”, potraktowałabym ja pobłażliwie, jak małą, smutną dziewczynkę, która troszkę za bardzo się przejmuje otaczającą ją rzeczywistością. To dość zabawne, biorąc pod uwagę, że nie cierpię pobłażliwego traktowania<;. Co więcej? Stałam sie odrobinę bardziej realistycznie nastawiona do życia, znacznie spokojniejsza i bardziej wyciszona. Ale nauczyłam się też nie tłumić emocji w niektórych sytuacjach – czasem dobrze jest pokazać co się czuje.
W moim domu miało miejsce kilka ciekawych zdarzeń – w efekcie rodzice się rozwiedli. Nie było łatwo, ale po tych paru latach wiem, że to nie takie złe rozwiązanie. Jak dalej – zobaczymy. Czasem po prostu nie ma dobrego wyjścia.
Zdałam nie najgorzej maturę. Ale rewelacyjnie też nie, więc wyników przypominać nie będę(;.
Przewinęłam się przez trzy miejsca nauki. Gimnazjum nr 4 – które wspominam źle. Liceum ogólnokształcące nr 2 im. św. Królowej Jadwigi – wspominam całkiem nieźle. Kulturoznawstwo na UMCS w Lublinie – jeszcze nie wspominam i mam nadzieję, że za szybko nie będę musiała(; . Nie wiem, czy coś wyjdzie z mojego przeniesienia na UW – szczerze, brak mi entuzjazmu. I średniej, bo się nie przyłożyłam<; . Może za rok… Może.
W ostatnie wakacje poszłam do pierwszej, dorywczej, pracy. W tym roku muszę znaleźć coś innego – skręca mnie na samą myśl o pakowaniu płyt. Btw, wie ktoś może, ile trzeba czekać na zwrot podatku, gdy wprowadzało się zmiany w formularzu NIP?
Zaczęłam pić alkohol – koniec sierpnia 2007. Ot, taki drobiażdżek. Oczywiście bardzo umiarkowanie – niestety, mam słabą głowę. Jedno piwo mi wystarczy. Z drugiej strony – to całkiem ekonomicznie.
Rok temu (prawie, pod koniec września) kupiłam swój pierwszy “mójwłasnytylkomój” komputer (poprzedni dzieliłam ze starszym bratem). Owe zdarzenie poprzedziły paromiesięczne deliberacje, pytania o porady i grzebanie w necie na temat poszczególnych egzemplarzy. Wybór w końcu padł na tego pieszczocha. Po roku nie narzekam – jedynymi wadami tego kompa, tak jak przewidywałam, jest Vista i mała ilość ramu. Pamięć dokupię w swoim czasie, Vistę da się przecierpieć. Klawiatura za to jest jak najbardziej w porządku – tylko na zdjęciu wyglądała tak źle. “Pieszczoch” w tym momencie ma 2,20 GB wolnego na dysku C i 957 MB na dysku E. Dodam, że jego pojemność do 120 GB. I przeżywał już kilkukrotną archiwizację danych na dvd. Kiedy zbiorę się w sobie i kupię dodatkowy RAM – rozejrzę się chyba jednocześnie za dyskiem zewnętrznym.
Przeprowadziłam się. Powód – oczywiście studia. Z Siedlec do Lublina. Samodzielność? Raczej sobie radzę. Z przystosowaniem trochę gorzej, ale źle nie jest. Miasto jak miasto.
30 października 2007 – założyłam konto na LastFM. Według takiego małego gadżeciku zaliczam się do “otwartych umysłów”. Dzięki temu serwisowi poznałam parę naprawdę sympatycznych zespołów. Ogółem – zaprocentowało. Na plus.
Pierwsza sesja na uniwersytecie została zaliczona szybko, bezboleśnie i bez poprawek. Nie wiem, jak będzie teraz – jutro czeka mnie pierwszy w życiu (nie licząc ustnej matury) egzamin ustny “na poważnie”. Niech się dzieje wola nieba… W czwartek poprawa kolosa z logiki – auaaa… zabierzcie to ode mnie. 19ego egzamin – postrach. Semiotyka. Nie wiem jak się tego nauczyć, będę zadowolona jak dostanę trójczynę. Ech, oto jak człowiek traci ambicje i ideały(;
Damm, w oderwaniu od życia uczuciowego i intelektualnego, to podsumowanie brzmi strasznie… płasko i banalnie. Nie zrobiłam niczego, za co można by mnie pochwalić. Ale na szczęście nie popełniłam chyba żadnego na tyle poważnego błędu, aby ktoś mógł mnie potępić. Żałośnie to wygląda. Kto nie ryzykuje – nie żyje. Czy naprawdę?
Urwał mi się kontakt z niektórymi ludźmi – w kilku przypadkach wyłącznie z mojej winy. I żałuję tego, bo jak tu nie żałować. Jeśli cokolwiek mogę odzyskać – postaram się.
Kiedyś miałam pasję życia. A teraz jestem spokojna jak nigdy. Dorosłość nie okazała się przyjemna czy też niemiła. Ot, jest i tyle.
Heaven’s Not Enough - Steve Conte