Kradzieje cholerni
grudzień 17, 2007
Już po imprezie urodzinowej mojej współlokatorki. Całkiem nowe doświadczenie – nie można wyjść z imprezy bo odbywa się w twoim pokoju.
Wczoraj rano (a raczej w południe – przecież odespać trzeba było) klasycznie siadłam do kompa, sprawdziłam mail etc etc, no i zajrzałam na bloga – do statystyk też. Oooo, sporo osób weszło do mnie z jakiegoś forum. No to KLIK i zaglądam. Opadła mi kopara. Jakaś panienka zwana “francesca” podwędziła mi MÓJ WŁASNY WIERSZ, który zamieściłam w ostatniej notce. Ok, super, wiem, wyraz uznania bla bla bla, ale do cholery, cos tu chyba jest nie tak? Wrzuciła ten tekst jako swój, dopisując jakąś bajeczkę o tym, że “nie wie jak go zatytułować, pomózcie mi, proszę”. Nawiasem mówiąc, tytuł ostatniej notki był zarazem tytułem utworu. Co więcej, dziewczątko jest z mojej własnej uczelni, z forum UMCSu. Zapewne na mojego bloga trafiła przez mój forumowy profil. Rany, jakie to bezczelne i głupie – mamy google i statystyki – jak ta kradziejka mogła mieć nadzieję że jej się uda? Naaa… wzburzyłam się, jak widać. Połowa złego gdyby dziewczę trochę cwańsze było – ale RANY JULEK, taki idiotyzm? I jeszcze starsza ode mnie, phhhh.
Szanowna francesca została zbanowana na owym forum, dzięki porządnym adminom i modom. Za co im dziękuję. Teraz zobaczymy czy dziewczynka będzie grzeczna i skruszona – jak nie, to ja jej dopiero rozwalę reputację. Złodziejstwo trzeba tępić. I tak, jestem mściwa. Ale też wkurzona, że nie dość że ktoś próbował mnie wyrolować, to jeszcze w taki durny sposób. Oberwałam po ambicji. Co więcej, dla mnie moje wiersze mają naprawdę dużą wartość emocjonalną.
I mam huśtawki nastrojów. Tak. Wczoraj rano miałam świetny humor, wieczorem już tak beznadziejny, że szkoda gadać. Nie mam ochoty wracać na Święta do “domu”.
Coś się ze mną dzieje. Coś. Nie wiem co, tak banalnie.
Acha, i tekst dnia, który wydostał się z ust mojej współlokatorki. Z cyklu “Co można powiedzieć w chwilę po przebudzeniu”
- Jaki był czwarty paradygmat?
*oklaski, kurtyna opada*