Wesołych – mać mać mać
grudzień 23, 2007
Uwaga – duża doza rozczulania się nad sobą, rozżalania i jęków. Jeśli masz na to alergię – nie czytaj. czuj się ostrzeżony, Internauto.
A było tak pięknie. Tak pięknie. I jak zwykle musiało się spieprzyć. Starałam się, naprawdę się starałam, inwestowałam w miłe słówka, wyrazy miłości, pochwały – znowu nie wyszło. Znowu było źle i nie wiem dlaczego. Znowu coś dla niej było nie tak. Nienawidzę, dosłownie nienawidzę świąt. Te bożonarodzeniowe są nawet gorsze od wielkanocnych. Parę dni przed “godziną zero” (kolacja wigilijna lub śniadanie wielkanocne) wszystko się pierniczy. Wrzask, pretensje. A jeszcze przedwczoraj tak pięknie było…
I żebym to ja wiedziała o co chodzi, czy to ja coś schrzaniłam? Ale jak, kiedy?
Choinki oczywiście nie ma. Pofrunęła przez balkon. Tylko u mnie w pokoju, taka mała, ta moja się zachowała. Niby nic, a boli. Widać jeszcze za dużo we mnie z dziecka. Ale na litość, to Boże Narodzenie. Jeśli w ten czas nie można czuć się jak dziecko, to kiedy? Nigdy.
Kiedy sobie pomyślę jak święta często wyglądają w innych domach – to mnie skręca.
Przez te dwa dni byłam taka szczęśliwa. I szlag to wszystko.
To chyba taki okres kiedy każdy zaczyna myśleć zbyt dużo nad sobą i innymi.
Acha, i jako że tego roku nie wysłałam kartek… Wesołych Świąt! (tak, to zawiera odrobinę ironii)
Poszła w cholerę.
Kradzieje cholerni
grudzień 17, 2007
Już po imprezie urodzinowej mojej współlokatorki. Całkiem nowe doświadczenie – nie można wyjść z imprezy bo odbywa się w twoim pokoju.
Wczoraj rano (a raczej w południe – przecież odespać trzeba było) klasycznie siadłam do kompa, sprawdziłam mail etc etc, no i zajrzałam na bloga – do statystyk też. Oooo, sporo osób weszło do mnie z jakiegoś forum. No to KLIK i zaglądam. Opadła mi kopara. Jakaś panienka zwana “francesca” podwędziła mi MÓJ WŁASNY WIERSZ, który zamieściłam w ostatniej notce. Ok, super, wiem, wyraz uznania bla bla bla, ale do cholery, cos tu chyba jest nie tak? Wrzuciła ten tekst jako swój, dopisując jakąś bajeczkę o tym, że “nie wie jak go zatytułować, pomózcie mi, proszę”. Nawiasem mówiąc, tytuł ostatniej notki był zarazem tytułem utworu. Co więcej, dziewczątko jest z mojej własnej uczelni, z forum UMCSu. Zapewne na mojego bloga trafiła przez mój forumowy profil. Rany, jakie to bezczelne i głupie – mamy google i statystyki – jak ta kradziejka mogła mieć nadzieję że jej się uda? Naaa… wzburzyłam się, jak widać. Połowa złego gdyby dziewczę trochę cwańsze było – ale RANY JULEK, taki idiotyzm? I jeszcze starsza ode mnie, phhhh.
Szanowna francesca została zbanowana na owym forum, dzięki porządnym adminom i modom. Za co im dziękuję. Teraz zobaczymy czy dziewczynka będzie grzeczna i skruszona – jak nie, to ja jej dopiero rozwalę reputację. Złodziejstwo trzeba tępić. I tak, jestem mściwa. Ale też wkurzona, że nie dość że ktoś próbował mnie wyrolować, to jeszcze w taki durny sposób. Oberwałam po ambicji. Co więcej, dla mnie moje wiersze mają naprawdę dużą wartość emocjonalną.
I mam huśtawki nastrojów. Tak. Wczoraj rano miałam świetny humor, wieczorem już tak beznadziejny, że szkoda gadać. Nie mam ochoty wracać na Święta do “domu”.
Coś się ze mną dzieje. Coś. Nie wiem co, tak banalnie.
Acha, i tekst dnia, który wydostał się z ust mojej współlokatorki. Z cyklu “Co można powiedzieć w chwilę po przebudzeniu”
- Jaki był czwarty paradygmat?
*oklaski, kurtyna opada*
odrastam na przekór
grudzień 11, 2007
poplątałeś mnie i moje włosy na amen
w poprzek poduszki w cieniu gipsowej ściany
zwinęłam się w skrzypiącą sprężynę – czas na zmiany
zanim zwiąże mnie i zdusi głos – ten zamęt
na brzegu dłoni za krawędzią ramienia
we mgle – oddech drzewa za szybą – dymne koła
przy mnie twój oddech – przy tobie smutna zmora
cień twój nie drga – trwa – nic się nie odmienia
jeśli byłeś tam ze mną w strumieniu szczerosrebrnym
gdzie naiwne romantyczne płuczą swoje suknie
ta na którą padnie wzrok twój – spłoszona umkniekażda głoska każdy dzwonek śmiechu każda wiolonczela
brzmiąca jękliwie we mnie tonem cichym odległym
miała swoje znaczenie – nie usłyszana – zamiera
…
Pochorowałam sobie, mam na głowie od groma i ciut ciut referatów, niedługo sesja – super, przez parę dni miałam genialny humor dziś poszedł robić ze sobą wiele ciekawych rzeczy, nowy ms office jest wpieniający, aczkolwiek chyba da się przyzwyczaić, właśnie skończyłam teksty na jutrzejszy język w zachowaniach społecznych, tęsknię za czymś i sama do końca nie wiem co i jak, muszę iść do biblioteki po wpis do indeksu, przydałoby się zacząć powtarzać testy na prawo jazdy w styczniu egzamin, dopadają mnie kompleksy i trzyma mnie ta cholerna jesienna depresja, kupiłam sobie o dwa tony za ciemny puder i nie wiem jakim cudem gdzie ja miałam oczy, jutro trzeba rano wstać chociaż ostatnio ciężko jak diabli, ten kaszel mnie męczy nadal, i napisałam pierwszy wiersz od dobrych trzech miesięcy
CHOLERA