No to juz rok tutaj
listopad 26, 2007
… na wordpressie. Równo. To już tak szybko…. A jeszcze poczekać do maja, i będzie 5 lat bloga Dinven. A jeśli na upartego liczyć lata od rozpoczęcie blogowania w ogóle – to 5 lat minie za niecały miesiąc. Jestem przerażona. Starzeję się.
Ach tak, i dziękuję wszystkim którzy tu zaglądali, i tym, którzy nadal zaglądają. Bo widzą jak się zmieniam. Dzięki temu wiem, że istnieję, nie jestem jakimś chorym snem chorego dziecka.
To zabawne. Normalnie nie zwracam uwagi na wiek otaczających mnie ludzi. To nie ma znaczenia. Mój brat jest ode mnie w cholerę starszy. Zazwyczaj (właściwie to prawie zawsze) traktuję nawet tych starszych jak moich “równolatków”, a czasem nawet jako młodszych(!). To chyba specyfika mojego charakteru. W każdym razie, ostatnio spotkałam osobę w moim wieku, przy której to JA czuję się jak dzieciak. Irytujące. Stanowczo irytujące.
Zastanawiam się czy jechać w najbliższy weekend do domu – czy też dopiero na święta.
Jestem chora. Mam nadzieję, że nie wyłożę się w najbliższym czasie. Nie mogę sobie na to pozwolić.
I dalej za czymś tęsknię.
A wyjątkowej piosenki na dziś nie ma. Wszystko widać na Last.fm
Stąpając po niepewnym gruncie
listopad 15, 2007
Opuściłam dziś poranny wykład. Cóż, raz, chyba nic się nie stanie. Nie byłam w stanie się podnieść z łóżka. Mam wrażenie jakby wydłużał mi się obowiązkowy czas snu. Teraz zatrzymał sie na mniej więcej 9h. I rośnie. Nie potrafię wyznaczyć godziny o której powinnam się położyć. Zapadam w zimową hibernację?
Chyba każdy ma takie “swoje” piosenki, do których kiedyś wraca. Łączą się w pamięci ze swoistymi przełomami w życiu. Przy pojawieniu się podobnych odczuć – powracają do głowy. I wwiercają się w mózg, moszczą się wygodnie (dla nich, nie dla nosiciela) i siedzą. W cholerę i bez końca. Choć kto inny śpi przy tobie nie ty mnie rano budzisz.
Młodość nie jest dla mnie wartością. Chciaż, może jest, ale ja, będąc jeszcze, bądź co bądź, młodą osobą, nie potrafię tego dostrzec i… przyznać się. W każdym razie, teraz nie jest. Jesli szukam słów wyrażających ważne dla mnie sprawy… Nie znajduję ich. Spokój? Czasem tak, ale na dłuższą metę klasycznie i bezlitośnie nudny. Harmonia? Jak wyżej. Ciągłe ostre emocje? Po co, żeby mi serducho wykorkowało? I tak jest na dobrej drodze. Heh, ani wersja minimum, ani midi, ani tym bardziej maksimum mi nie odpowiada. Czego ja szukam?
Jestem nadal na etapie, kiedy zadaję egzystencjalne nadęte pytania, nie wyrosłam jeszcze z tego. Ale teraz przynajmniej próbuję sobie odpowiedzieć. A jeśli nie potrafię – przyjmuję to ze spokojem. Dawno mamy juz za sobą pierwsze kroki w chmurach, znamy dobrze swoje miejsce, wiemy dobrze gdzie nasz brzeg. Czy wiem gdzie mój brzeg? Jeszcze nie. Ale nie żądam już od siebie niemożliwego.
Czuję się ostatnio taka… pusta. Może to tylko brak słońca, standardowa jesienna depresja. Na ten czas ludzie stają się dla mnie ważniejsi. Wyłazi ze mnie romantyczka, wrażliwe, ufne dziecko. Tylko że z reguły po takich przebudzeniach, po jakimś czasie ten mały dzieciak zawsze wraca z płaczem do skorupy.
Znowu marudzę, prawda?(; Co w tym dziwnego? Przeciez dzieci są marudne.
Tylko że tegoroczne dziecko jest trochę inne. Nieznana mi mieszanka beztroski i powagi. Dorosły smarkacz. Nie powiem, odrobinę się pogubiłam. Ale przecież i tak wszystko będzie jak zawsze – a może się oszukuję? Heh, na co mi te próby przewidzenia przyszłości – tak naprawdę nie chcę wiedziec co się stanie.
Ostatnio, wczoraj dokładnie, skończyłam czytać serię książek o Bastardzie Rycerskim, napisaną prez Robin Hobb. Wielu ludzi próbuje wcinąć na siłę mój i bliskie roczniki do “pokolenie Harry’ego Pottera”. Czytam Pottera od kiedy sie ukazał, no dobra. Ale nie miał na mnie zbytniego wpływu. Nie sprawił, że dorosłam. Za to pierwszy tom serii Hobb, “Ucznia skrytobójcy” przeczytałam z 8-9 lat temu. To ta książka czegoś mnie uczyła. I bynajmniej nie tego jak latać z truciznami i zabijać ludzi. Chodzi bardziej o rozwój bohaterów serii. Rozwój ich charakterów. A teraz historia jest skończona. Tak jakby zamknął się kawałek mojego życia, banalnie mówiąc – rozdział. Każdy tom czytałam z 1-2 roczną przerwą, lektura rozciągnęła się na przestrzeni paru lat. Kawałek mojego życia, zmieniałam się razem z postaciami stworzonymi przez Hobb. To dobra pisarka.
…z twoimi oczami.
Na uczelni jak zwykle zamieszanie. Grożą mi juz 3 referaty na zaliczenie i jedna recenzja. Jak na razie. O Egzaminach nawet nie myślę. Raaany, ja dopiero zaczęłam te studia a tu już mowa o zaliczeniach? Co się dzieje? Gdzie mój czas, do diabła?
Stąpając po niepewnym gruncie – Pidżama Porno
Coś jest nie tak
listopad 11, 2007
Czegoś mi brakuje. Juz od dawna nie tęskniłam.
Dlaczego to tak jest, że gdy człowiek uniesie dłonie nad klawiaturą – głowa pustą się staje. Dlaczego tak jest?
Coś zabiera mi powietrze. Niby nic, a dręczy.
To na pewno tylko brak słońca.
Without saying goodbye or yesterday – “Gravity” Yoko Kanno