bittersweet
lipiec 21, 2007
“half-bitterness we know we know half-sweetness”
Odrobinę słodko-gorzko mi. Nie dostałam się do Warszawy. Będę studiować w Lublinie, na UMCSie. Kulturoznawstwo. Praktycznie nie znam tego miasta, żywię pewne obawy. Ale z drugiej strony, w końcu się wyniosę z domu. Stancję już w praktyce mam, opłaciło się rozejrzeć wcześniej. Jakieś 15 minut marszem do uczelni, w linii prostej.
Nie ukrywam. Wolałabym iść do Warszawy na UW. Jest bliżej, o wiele lepszy dojazd. Chcę zwiać z “domu”, ale na tyle, na ile miałabym w razie czego nie tak strasznie daleką (i drogą) trasę do przebycia. Taka swoista asekuracja.
Ciekawe, jakich ludzi będę miała na roku. Mam nadzieję, że ciekawych. Zresztą, to chyba na tyle specyficzny kierunek, że nie ma obaw by trafił tu ktoś nudny.
Tak, teraz to ja nudzę. Nic nie poradzę, już od dłuższego czasu nie potrafię pisać. Niedawno przegapiłam iskierkę “weny”, kilka wersów, które “same” ułożyły mi się w głowie. A ja głupia nie zapisałam. I zapomniane. Brakuje mi tej iskry, tych małych przebłysków. Można powiedzieć, że gwiazdy znowu śmieją mi się prosto w twarz.
Zdycham przez te cholerne upały. Nie wychylam nosa z domu, chyba że już NAPRAWDĘ muszę. W środę trzeba było jechać do Lublina, zawieźć papiery na UMCS i obejrzeć stancje – rany, jaki skwar. Na domiar złego z trzy razy bym się zgubiła. Nie ma co, ładny początek.
Acha. Wiersze na dziś. “The half moon” Christiny Rossetti i “Do Bittersweet” Bertolda Brechta.
Tak. Właśnie.
byłem raz w Lublinie, było zimno, było ładnie…
powodzenia
mi Lublin kojarzy się z wysokimi temperaturami~~
thx
Po roku w Lublinie możesz przecież sprawdzić możliwości przenosin do Wawy. Co do ludzi na roku – to tylko jedna strona medalu – obok nich są ludzie z akademika
właśnie planuję tak zrobić(; ale na razie sza, wszystko zależy od tego czy Lublin przypadnie mi do gustu(;
A będę mieszkać na stancji^^