Kolejny piękny weekend (potencjalnie)
marzec 30, 2007
To były szalone dwa tygodnie. Co gorsza, mam wrażenie, że prawdziwe “szaleństwo” dopiero się zaczyna. Zero czasu na cokolwiek. Ale nadszedł piątek. Piątek wieczór. To mój uświęcony moment – tylko dla mnie. Nie lubię wychodzić gdziekolwiek w piątek wieczorem – wolę siąść do komputera, nadrobić “netowe” sprawy, obejrzeć film… I położyć się późno spać. Muszę się odprężyć. Odpocząć.
To zabawne, tyle razy chciałam coś napisać – i nie miałam zupełnie jak i kiedy. Teraz wszystko wypadło z głowy, poszło sobie w diabły na spacerek. To będzie wpis chaotyczny, poprzecinany “babskimi problemami” i wszystkim, co mnie ostatnio trafiło.
Mała aferka w mojej szkole opisana na gazeta.pl. Zabawnie dowiadywać się o takich rzeczach z internetu. Zdołowały mnie natomiast komentarze
do artykułu – obie “opcje” polityczne wypowiadały się w sposób żenujący. I smutny. Łudzę się, że owe osoby nie mają wiele wspólnego z polityką. “Ale chroń nas od nienawiści…” Chciałam rozpisać się na ten temat – ale przeszło mi. To po prostu smutne. Fanatyzm, wrzaski, ta wyciekająca nienawiść i pogarda. Z obu stron. Czasem budzi się we mnie małe, naiwne dziecko. Ale szybko zasypia.
Zdjęłam tipsy. Co prawda z 3 tygodnie temu. Moje własne pazury są na razie delikatne jak bibułka i bardziej kruche od porcelany. Ale są. I już ich nie obgryzam – w ogólnym rozrachunku – sukces.
Nie rozumiem mojej matki. jedzie po mnie, że:
a) nie podejdę do matury (i za cholerę nie wiem dlaczego)
b) nie zdam matury (żeby jej totalnie nie zdać – też trzeba mieć talent)
A kiedy mówię, że chcę studiować w Warszawie, historię sztuki lub kulturoznawstwo, drze się, że “to mi nic nie da”, że ona “nie bierze tego na poważnie” i “to mogę sobie studiować na filologii w Siedlcach”. Pshaw. Szkoda słów. Nie zostanę tutaj na studiach. Na pewno nie. Nie ma mowy. Nie chcę sobie marnować życia – jeśli teraz się z domu nie wyrwę, nie zrobię tego nigdy. Nie będę w stanie. No i poziom naszej uczelni, Akademii Podlaskiej – no proszę państwa, po cholerę to ciągłe naganianie mnie do nauki, ta “troska o moją przyszłość”, gdy chce się mnie skazać na tą szkołę? Na AP studiują albo ci, którzy nie chcą wyjeżdżać, albo ci, którzy nie dostali się nigdzie indziej. Właściwa to zmęczona jestem tym ciągłym użeraniem się. Szkoda gadać.
Po tych dwóch tygodniach już wysiadam – a to nie koniec. Dopiero się zaczyna.
A, właśnie. Zabawne. Ostatnio była ta sprawa Alicji Tysiąc – chodzi o aborcję, przypuszczam, że każdy kojarzy. Zagrożenie utraty wzroku w razie porodu. Sympatyczna rzecz, nie? I akurat teraz. Byłam znowu u okulisty. Okazało się, że mam “poprzecieraną” siatkówkę w oku – a co z tego wynika? Nic wielkiego. Mam unikać dużych wysiłków, siłowni itp (damm, nigdy się za bardzo nie wysilałam, skąd to się wzięło???) No i ostatnia rzecz. Właśnie.
I tak nie planowałam zakładać rodziny. Cóż. Może to śmiesznie brzmi w ustach 18stolatki. Zobaczymy. Ale mam już kolejny powód “przeciw”. Nie wyobrażam sobie życia bez wzroku. I to sprawnego. Intensywnie wykorzystywanego.
Mamy piękną pogodę. Wiosna. Trawka się zieleni, kwiatki kwitną (jeszcze żadnego nie widziałam, ale skoro ogłoszono już wiosnę to muszą gdzieś być), żar się leje z nieba itp itd. Jak romantycznie.
Piątek wieczór to taki czas, kiedy uświadamiam sobie jak bardzo jestem zmęczona. Niczym konkretnym, tak po prostu. Znowu zacznę smęcić. Wbrew pozorom, czasem ogarnia mnie wiosenny nastrój. Ale tylko w słońcu. Wieczorem wyparowuje.
Nie pamiętam już niczego, o czym miałam napisać. Lepiej skończę.
Piękny weekend
marzec 25, 2007
TAk, mamy piękny weekend, sukcesy w sporcie, pogoda jak marzenie…
A ja się czuję źle jak cholera i nie mam na NIC czasu.
Notka będzie. Niedługo.
Czy coś?
marzec 1, 2007
Nie, właściwie to nic.
Zdziwiły mnie frazy wpisywane w google, prowadzące do mojego bloga (pisownia oryginalna)
. Np, “jak powalic faceta”, “co zrobić gdy się wpadnie”, “nikt mnie nie lubi i jest ok MP3″, “wiersz o mnie”. Nie przypominam sobie, abym pisała o powalaniu facetów lub wpadaniu. Cóż.
O czym to ja miałam… A. Mój koffany blogasek (nie.. blogasek to takie ograne… bloguś? blogusiek? blogasiątko?) otrzymał prezent za dobre sprawowanie. Tzn domenę. www.dinven.pl nie działa jeszcze do końca jak należy, ale cóż.
I jeszcze jedno. 5 marca (poniedziałek) o 19.00 w klubie PeHa na ulicy 3 maja (obok dziekanatu Akademii Podlaskiej), odbędzie się prezentacja wierszy dwóch dorosłych poetek i jednej mniej dorosłej. Zgadnijcie, którą jestem ja. Wstęp wolny, kto może – zapraszam. Tytuł spotkania: “Kobiety po zmroku” (o 19.00 już ciemno jest).
A tak w ogóle, to dopiero wróciłam do domu i oczy tak mnie pieką, że nie mogę ich całkowicie otworzyć – są zmrużone. Zaparzyłam sobie herbatę, posiedzę chwilę i idę spać. Mózg mi odpada.
‘branoc