.scarborough fair

Czerwiec 6, 2011

kiedy wiatr wyje w szczelinach nocy drgającej
a liście zwijają się jak płomienie krwawiące
w pęknięcia lustra jeziora toń

wtedy wzywa mnie oddech ziemi a ślepe słońce
odbija się w twoich oczach – te oczy drwiące
zrośnięta z twoją moja dłoń

jesteś cieniem języków ognia – niezrozumieniem
jasno zrozumieć nie sposób co w tobie drzemie
co prócz kłamstwa kryje twój głos

więc upleć mi wianek z ziół ostrych, tymianku naręcza
niech ciepła woń twej skóry już mnie nie zadręcza
do koszuli przypnij proszę wrzos

a co baśnią o kwiatach było będzie pustym rymem
słodko pachnącym szałwią i gorzko rozmarynem
dymem którzy już nie odurza a mdli

las paprocią tętniący ostanie szarym obrazem
i nie poznasz czy tym dniem kiedyś oddychaliśmy razem
czy tylko kiedyś nam się śnił?

Beltaine – Beltaine, Ewa Małas-Godlewska – Scarborough Fair

.pleśń

Kwiecień 21, 2011

kiedy spotkamy się przyjacielu najmilszy
spod nieba splątanego szarymi smugami
w samotności przebyliśmy krainy ciszy
ścieżki napęczniałe złotymi kwiatami

w łunach szukaliśmy nowego słońca
w zimnych kryształach czystości i bieli
zwodzeni blaskiem dotarliśmy do końca
na wietrze, który niczego nie zmienił

nie chcę patrzeć na ciebie w świetle pozmroku
zmarszczki się pajęczynią a srebro migocze
czas zamglił spojrzenie bielmem na oku
nad głowami tkwi wyrok i ja go nie odroczę

więc kiedy spotkamy się? przyjacielu kiedyś
bo widzimy prawdę i magię która już odeszła

odurzeni pyłkiem rajskich kwiatów – nie wiemy
czy ja cię nie poznaję czy to ty mnie nie znasz

Strangers – Yoko Kanno

.niżej

Styczeń 5, 2011

Wiesz, jestem tylko jednym z drobnych migoczących kawałeczków wszechświata. Nie dotknęłam żadnej wielkiej prawdy, nie dokonałam niczego dobrego, nie byłam mądra, nie jestem i raczej już nie będę.

Chciałabym móc powiedzieć o sobie: o, jestem pewna, widzę cel, widzę sens, czas nie przecieka mi przez palce, zależy mi na czymś, nie boję się, o jaka jestem odważna i niezależna, wiem co robię.

ba.

 

zawsze możesz stoczyć się niżej – o tym pamiętaj
gdy przyciśnie cię troska i codzienny szary znój
gdy kawy brak rani – a w dłoniach gazeta wymięta
krzyczy nagłówkiem – jak głęboki jest twój dół?

zawsze możesz stoczyć się niżej – nadzieja próżna
na poranki bardziej różowe a trzeźwe wieczory
pomyśl jak ulegasz – jak wiele jesteś dłużna
wódce – bo odpędza szponiaste nocne zmory

gdy świt wyżera oczy spod rzęs zlepionych złudą
pościel plącze się i trzyma i nie puszcza do życia
każdy moment dni nie wartych pamięci tkwi grudą
w płucach i dusi zrozumieniem nie wartym odkrycia

nim chociaż jeden jęk żałosny z twoich ust się wydrze
pamiętaj, dnia nowego możesz stoczyć się niżej

 

 

.nie bawimy się

Grudzień 9, 2010

nie bawimy się już
potłuczone zabawki gryzą piach
książki z obrazkami przerosły żarłoczną pleśnią
toczy je carcinoma zapomnienus

pobawiliśmy się
w rysowanki i wycinanki
lepką krew i gorycz w gardle
och jak nam teraz przykro
klęczymy w kurzu ze złożonymi łapkami
a główkami pod gilotyną

pobawiliśmy się w życie na powierzchni
jak wygodnie i pięknie po omacku
wyczuwać granice rzeczywistości

nie otworzyliśmy oczu czy otworzyliśmy oczy
niepotrzebnie, bo świat patrzy w kości
w tkanki rozpajęczynione w zgniliznę
w nieopróżniony worek z uryną przy szpitalnym łóżku

nie bawimy się już

idź płakać w poduszkę idź płakać w żółte dłonie
personifikacji tego co inni mają
i co ty dostaniesz

no płacz

.sza

Wrzesień 1, 2010

przetrąć mi kark połam palce
nie złożę ich jeszcze raz nie na amen
nie schylę czoła przed światłem

każdy banał który kazałeś mi powtarzać
tym bardziej dusi im prawdziwiej brzmi
chociaż nie ma innych podstaw niż wiara

nie zgadzam się na jutro pod twoją wolę
na dzisiaj pod wolę moją a wczoraj
wczoraj zawsze było niczyje

nie zgadzam się na wolność niepoznaną
machasz nią wesoło na tle horyzontu
tym radośniej im bardziej nie sięgam

pozwól dorosnąć pozwól tak jak sama zechcę
wierzyć w czas co leczy i odbiera siebie

dlaczego proszę chociaż wiatr mnie nie zmusza
mam wznosić się wysoko i poznawać ptaki
skoro wiem że mnie strącisz ty lub każdy inny
z szeleszczących, pierwszych dzieci bez drobiny cienia

który pociągnie mnie w dół

.słodko słodko

Kwiecień 19, 2010

podobno poskładano mnie z białych kartek
miałam być schludnym skoroszytem
równa gładka dopasowana do dłoni
zlekceważono problem ostrych krawędzi

pognieciona każdą nocą odbijam się
od uśmiechniętych fałd na dywanie
zbyt niedoskonała by dało się we mnie wpisać
zachrypnięte wizje cukrowymi pałeczkami

słodko słodko lepię się cała i na nowo
ciągnący się kurz wyrwane włosy na podłodze
sczepiają się ze mną nie czuję granic
pękam złamana nabrzmiałą goryczą

słodko słodka piano chmurnego sufitu
mdlisz tak uparcie że aż dziecinnie
tonąc w moich płucach giniesz żałośnie
dusząc mnie szorstkim mi obcym westchnieniem

.slow motion suicide

Styczeń 21, 2010

Powrót do życia, w ciągu tygodnia powinnam wrzucić jakąś konkretniejszą notkę. Teraz daję tylko znać, że oddycham, funkcjonuję i ogólnie żadne sterowniki mi się nie zawiesiły.

Aktualny motyw muzyczny: back to Placebo, pierwszy nowy album po dłuugim czasie odgrzebywania staroci. “Battle for the sun”. Jest dobrze, mocno w stylu “Meds”, ale jeśli chodzi o mnie (może zabrzmi to jak herezja dla ortodoksów, ale nie kamieniować proszę. Każdy kamień odrzucę) – to jak najbardziej w porządku. Trochę psychodelicznie, melodyjnie, naćpane teksty i hipnotyczny głos wokalisty. Warto. Może brakuje jakiejś rewolucji – ale na to mają czas, zresztą, to zabawne. Człowiek nabywa nowy krążek oczywiście z nadzieją że będzie taki, jakiego oczekuje od danego zespołu, a potem ma żal że nie jest inny. Phh. Ulubione kawałki: Julien (nie przestraszyć się elektro-wstępu) i Happy you’re gone”.

Z wcześniejszych, kończących się powoli faz (ale nie fascynacji). Bardzo mało znana grupa, osobiście wyłowiłam ją przez last.fm. Tadam, oto My Brightest Diamond. Smuty, smęty, jęki i tak dalej, uprzedzam, jeśli ktoś nie przepada. Sentymentalnie, wyciszająco, w sam raz na długie jesienne, czy już teraz, zimowe wieczory. Chociaż czasem robi się odrobinę dynamiczniej, niewiasta przy mikrofonie ma taki głos, że proszę siadać – wyciąga spokojnie nawet bardzo wysokie dźwięki. Na wspomnianym chwilę temu Last.fm można dorwać dwa darmowe utwory, na tej oto stronie (chyba logowanie się kłania). Są przesympatyczne, a w resztę dorobku również warto się zanurzyć.

Miłośnikom bardziej irlandzko-celtyckich klimatów polecam Beltaine. Zespół podchwyciłam z OSTa do Wiedźmina, a właściwie z soundtracku “inspirowanego”. Do przesłuchania: “Foggy Dew” i The Sea of the Irish Dream” ( czy tylko mi pierwsze kilka dźwięków z drugiego kawałka coś przypomina?).

Na razie tyle, a jeśli ktoś przypadkiem ciekaw, to w miarę akuratny i aktualny spis słuchanych przeze mnie kawałków można złapać tutaj. W miarę – bo tylko z Winampa.

Wracając do szarej rzeczywistości – kuję do sesji. Egzaminy tylko cztery, niebiosom dzięki, ale przydałoby się utrzymać stypendium – nie ma zmiłuj, trzeba ryć. Do napisania jeszcze dwa projekty na zal i na wczoraj. Odstawione leżą chyba z 4 serie anime (jak nie więcej), ale tak szczerze to myślę, że na upartego bym znalazła czas – najzwyczajniej w świecie mi się nie chce. “Wiedźmina” też jeszcze nie skończyłam, ostatni akt usycha z tęsknoty za mną.

Temat pracy licencjackiej ustalony i zaklepany, będę pisała o mikrobloggingu (tak, tak, między innymi nasz kochany Blip. Na razie spisałam sobie ogólne zagadnienia które chciałabym poruszyć. Chyba część trzeba będzie uciąć, bo inaczej pojawi się konieczność zmiany w specjalistę od ekonomii, gospodarki, socjologii, psychologii, informatyki itd. Troszkę dużo jak na moją biedną główkę. Ale jak się wybrało dość interdyscyplinarne studia, to się ma. Na pewno będzie wesoło.

Główny problem to źródła – podbudową teoretyczną pewnie polecę z książek, ale zmiany na bieżąco muszę wyłapać sama – to, co opublikowane, starzeje się z dnia na dzień. Zasadniczo wkurza mnie wzrastająca w ostatnim czasie popularność pojęcia “social media” – pojawiło się w sieci od groma i ciut ciut tekstów o tej tematyce. Pozornie. Bo tak naprawdę większość (łagodząc – nie wszystko) to stek bzdur i maślanego masła napisany przez “speców” od marketingu (odkryłam Amerykę, wiem).

Kaman, rozumiem, nowe czasy, nowe możliwości, chwytliwe hasełko, ale na miłość boską czy czyjąś inną – ludzie nie są głupi, łatwo się skapnąć kiedy jeden spisuje (sorry, kultura Internetu, “spisuje” to już nie to słowo. KOPIUJE) od drugiego, czasem z łaski tłumacząc parę angielskich słów (albo odwrotnie – to nawet częstsze. Pojęcia polskojęzyczne z działu nowych mediów są passe).
Siedzę, czytam, czytam, czytam i mózg mi paruje, bynajmniej nie z przegrzania, ale z zamulenia. W kółko to samo. Żeby było jasne – nie tylko w polskim grajdołku Sieci.

Zabawne – główna krytyka skierowana w kierunku filozofii i nauki gardłuje, że za często jest ona (nauka, nie krytyka) zbyt oderwana od rzeczywistości, nierealna, niezrozumiała, niepraktyczna… A ostatnio, to masa “praktyków” opisując nowe realia na sposób “praktyczny” tworzy zapętlony bełkot. Zamiana miejsc?

Spróbuję ten cały (no dobra, może nie cały, przystopujmy, to tylko licencjat) stos siana (wiecie, takie kruche, puste w środku słomki – adnotacja dla wychowanych w mieście) przebrać, przyprasować i poukładać. Wyżyję się w moim pedantyzmie pisząc – pokój będę miała przez następne pół roku tak zasyfiony, że ho ho.

Żartuję. Raczej.

.

Listopad 10, 2009

Najgorsze chyba jest to, że tak naprawdę

na niczym mi nie zależy.

na przestrzeniach

Wrzesień 17, 2009

szukam kotwicy w tej krainie ostrych szelestów
wypatruję skrzywionych cieni i czarnych świateł
w każdej nowej prawdzie – na przekór tym starym

za światem nie ma nocy, jest lśnienie ulic próżni
zwiniętych węży o spękanej asfaltem skórze
żaden wiatr nie wieje na przestrzał, agonia powietrza

opowiem ci o szarości, o ciszy znękanej szumem
o wielokrotnych odbiciach złamanego nieba
o pustce, czułej metalicznym dotykiem kajdan

opowiem ci o wierze – o słowie zimnym jak granit
własną baśń spod znaku potwora zza zasłony
o pasji lotu, która dumnie zniosła zdeptanie

poczuj chrzęst, usłysz wstrząs ziemi, gdy opada
kreśląc kręgi nieskończoności z każdym moim krokiem
jest wyrzutem. jestem wyrzutem mojego własnego sumienia

słuchasz mnie. pójdziesz za mną tą ścieżką – skrajem umysłu
zamkniesz oczy. zamknij oczy. zobacz lasy zesztywniałych ciał
zobacz migoczące pola, ty – wszyty srebrną nicią w miasta żywych

oślepniesz splątany blaskami przeklętych pól niebieskich
gdy zamilknę wreszcie. zostaniesz w mroku, jak ja bezsilny
wpatrzony ślepo w oczy boga, który już nas nie poznaje

Mam bloga (blogi raczej, ale jeden aktywny więc tylko on się liczy), konta w nk, myspace, facebooku, netlogu, gronie i od cholery innych, których i tak nie używam a znajomych nie kolekcjonuję (to nie znaczki ani puszki po piwie), swojego blipa, twittera też od dobrej połowy roku, tylko że wynikły ostatnio pewne problemy natury technicznej i zaczynam się irytować (oj, BARDZO irytować), soup.io – takie małe niewiadomo co i po co, deviantart od wieków i nie na amen, last.fm – o, to jeszcze całkiem pożyteczne jest, ale już blip.fm o kant tyłka można sobie potłuc. Reszty nie pamiętam i nie mam ochoty sobie przypominać, bo nie widzę powodu. 

I nic z tego nie wynika. Nie mam już zbytniej ochoty bazgrolić co tam u mnie, uploadować fotek, linkować do ciekawostek. Mój sposób korzystania z sieci jest strasznie płytki, i przeszkadza mi to, przeszkadza jak cholera. Generuję tylko szum informacyjny, nawet jeśli sama nie dotrzegam w tym sensu. Przez jakieś 3 tygodnia w okolicach świąt mój komputer był w serwisie – siłą rzeczy miałam mocno ograniczony dostęp do Sieci. Nie płakałam szczególnie. Pierwsze 2-3 dni nosiła mnie głównie obawa o komputer, co padło, co się stało, czy to nieodwracalne, co z danymi na dysku (nawiasem mówiąc nawaliła płyta główna, w serwisie wymienili, pogłaskali komputerek po klapie i odesłali). A Internet? 15-30 minut dziennie od biedy wystarczyło. 

Nuży mnie ten cały bełkot o Web2.0 i 3.0 od czasu, gdy pisałam o tym stan badań. Pół roku temu poprawiłam pracą na zaliczenie, i jeeeezzzuuuu, nie dotknę się już do tego w przeciągu przynajmniej kilku najbliższych lat. Jak najszybciej muszę wykombinować temat na kolejną pracę, a później – jeszcze na licencjacką. Nie mam pojęcia. Zielonego. Za pasem sesja,  egzaminów wystarczająca ilość aby nabawić się bólu głowy. Szukam jakiejś w miarę ciekawej oferty praktyk, znalazłam jedną do której się zapaliłam, a tu siupryza – trzeba byc przynajmniej na 3 roku. Acha. Fajnie. 

Ogółem wszystko jest w porządku.

Czuję się bardzo zmęczona.

[tak na bezczela: Klik klik

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.